|
Albania 2006
Do Albanii pojechać naprawdę warto. Wydaje mi się,
że Mołdawia i Albania to dwa najmniej skomercjalizowane kraje
Europy. Pojechać tam warto i to teraz zanim komercja wkroczy tu
na dobre i w każdy zakątek. Ten mały kraj, zamieszkiwany przez
niecałe 4 miliony ludzi ma wiele do zaoferowania podróżnikowi z
plecakiem za niewielkie pieniądze.
My wjechaliśmy do Albanii od strony Czarnogóry.
Droga do granicy biegnie koło pięknie położonego jeziora
Skoder. I tu pierwsza rada dla osób planujących podobną trasę.
Z czarnogórskiej Podgoricy nie ma żadnych regularnych połączeń
autobusowych z Albanią. Trzeba pojechać taksówką za około 20
dolarów lub próbować złapać stopa. Dalej po przejściu
granicy na pieszo trzeba skorzystać z jeżdżących do miasta
Skoder minibusów. Nas kosztowało to 1,7 USD na osobę.
Krajobraz północnej Albanii jest bardzo
malowniczy. Wioski położone u podnóża gór żyją w tradycyjny
sposób. Aut jest jeszcze niewiele i większość mieszkańców
porusza się na rowerach lub motocyklach.
Skoder to, ku mojemu zaskoczeniu, dość duże i
ruchliwe miasteczko. Miłe centrum nadaje się na kilkugodzinną
przechadzkę. Dla turystów informacja: są bankomaty.
Ze Skoder kursują regularne autobusy do Tirany.
3-4 godziny powolnej jazdy przez piękne krajobrazy i wioski północnej
Albanii i jesteśmy w stolicy. Koszt - 200 leków. (1 euro = 122
leki)
A to już Tirana. Stolica przywitała nas deszczem i kompletną dezinformacją
na temat transportu do Macedonii. Nikt nic nie wiedział i nie słyszał na
temat regularnych autobusów kursujących do macedońskiego Tetova. Problemem był
też język. Albańczycy słabo znają angielski. Wreszcie za pomocą mieszanki
niemieckiego i hiszpańskiego udało się nam dowiedzieć, że firma Drita odjeżdża
codziennie wieczorem o 20.00 do Tetova. Bilet kosztuje 15euro.
Albańska kolej jest bardzo wolna i praktycznie
warto z niej korzystać chyba tylko na trasie ze stolicy do Durres
na wybrzeżu. Jest za to bardzo tania. Za bilet z Tirany do Durres
zapłaciliśmy 50 leków czyli mniej niż 2 zł. Można przy
okazji takiego przejazdu obserwować krajobraz i życie albańskich
wiosek, no i chyba jedną z najdziwniejszych rzeczy, nigdzie
indziej nie spotykanych - bunkrów. Pierwszy sekretarz
komunistycznej partii Enver Hoxha miał dość niecodzienny pomysł
- wybudował w kraju około 700 tysięcy bunkrów, mających na
celu ochronę obywateli w razie ataku. Tylko jakiego? Chyba kosmitów...
:-)
Rzymski amfiteatr w centrum Durres.
Bunkier.
Durres to miła nadmorska miejscowość, pełna
hoteli i jednocześnie jeden wielki plac budowy. Ilość hoteli i
pensjonatów będących w trakcie budowy jest niesamowita. Za 10
lat miasto zmieni się nie do poznania. Za 10euro na osobę można
znaleźć bardzo ładny hotelik nad morzem.
Powrót do Tirany.
Stolica zrobiła na nas bardzo miłe wrażenie. Stare włoskie rezydencje częściowo
odrestaurowane tworzą ciekawy klimat. Dookoła góry i pełno restauracji oraz
barów wypełnionych po brzegi młodymi ludźmi. Do Albanii warto pojechać
dzisiaj zanim kraj zmieni się w kolejny europejski lunapark z hipermarketami i
ludźmi goniącymi za pieniędzmi.
© Tekst i zdjęcia Tomasz
Szymkiewicz
|