|
Azerbejdżan
2010
Spędziliśmy
w Azerbejdżanie tydzień i wbrew ostrzeżeniom o niemiłych
policjantach, ogromnej biurokracji i generalnie nieprzychylnie
nastawionych mieszkańcach mamy odmienne zdanie dzisiaj. To kraj
nieprzystosowany jeszcze na przyjmowanie turystów o chudych
portfelach, więc podróżowanie wymaga odrobinę przygotowania i
wysiłku, ale gdy zdobędziemy się na to, Azerbejdżan odkryje
przed nami naprawdę ciekawe i interesujące miejsca, niezmienione
jeszcze przez masową turystykę. Ludzie zaś są mili i serdeczni,
szczególnie ci mieszkający poza stolicą.
Rozpoczęliśmy
naszą wizytę od kosmopolitycznego Baku, skąd pojechaliśmy na południe
do miejscowości Qubustan, aby zobaczyć przedziwne wulkany błotne.
Po powrocie do stolicy wsiedliśmy do nocnego pociągu jadącego do
Gruzji, aby wysiąść w pięknie położonej, górskiej miejscowości
Seki. Kilka dni spędzonych tutaj i w okolicznych wioskach pozwoliło
nam podpatrzeć jak żyją Azerowie w tym kaukaskim regionie.

Wszystko
rozpoczęło się od biegania i zwiedzania lotniska w Warszawie i
Rydze. Dawid nie usiadł ani na moment. Bardzo interesowały go
wszystkie przedmioty znajdujące się w halach odlotów. Wszystko to
wyszło jednak na dobre, bo gdy lądowaliśmy w środku nocy na
lotnisku ojca narodu azerskiego Heydara Aliyeva to Dawid już mocno
spał. My zaś rozpoczęliśmy zagmatwane procedury wizowe, które
pozwoliły nam na szybkie rozstanie się ze sporą ilością gotówki
z naszych portfeli. Wizy za to mieliśmy pięknie wklejone na całą
stronę w paszporcie i kraj stał przed nami otworem. Właścicielka
naszego mieszkania w centrum miasta czekała już ze swoim synem,
aby zabrać nas swoją starą ładą do stolicy. Było zupełnie
ciemno gdy przejeżdżaliśmy przez długi most łączący lotnisko
z podmiejskimi dzielnicami, ale już widać było, że Baku to
ogromne miasto. Na miejsce dotarliśmy około drugiej w nocy.


Rano wyruszyliśmy na
zwiedzanie Baku. Wiele czytałem o stolicy Azerbejdżanu i jakieś
wyobrażenie miasta tkwiło w głowie, ale lepiej jest oglądać coś
w rzeczywistości niż tylko wyobrażać sobie. Mieszaliśmy w samym
centrum przy ruchliwej ulicy Raszida Behbudova skąd mieliśmy kilka
minut spaceru do nadmorskiego bulwaru. Nasze mieszkanie przypominało
polskie M3 żywcem skopiowane z socjalistycznych osiedli blokowych,
ale nie przeszkadzało to nam, a wręcz sentymentalnie przypominało
o minionych czasach w naszym kraju. Klatka schodowa bez światła i
z powybijanymi szybami nie sprawiała dobrego wrażenia na początek,
ale samo mieszkanie zarówno nam jak i Dawidowi przypadło do
gustu.

Podczas
gdy Dawid przeżywał pierwsze spotkania z kotami, my delektowaliśmy
się azerską herbatą, która z dodatkiem cytryny wspaniale
zaspokaja pragnienie gdy słupek rtęci sięga 40 kresek.
Azerowie
to tureckojęzyczny naród zamieszkujący głównie Azerbejdżan
oraz północno-zachodni Iran, a także – w znacznie
mniejszych skupiskach – Rosję, Gruzję, Armenię oraz kilka
państw Bliskiego Wschodu W sumie ok. 35 mln osób. Uważa się, iż
Azerowie są potomkami Albanczyków kaukaskich i Medów zmieszanych
z ludnością irańską. W rzeczywistości są potomkami przybyłych
tam plemion turkijskich które zmieszały się z ludnością
indoeuropejską, kaukaską i semicką.
Azerowie
posługują się językiem azerskim, który jest blisko spokrewniony
z tureckim;
Wyznają
oni islam szyicki (85%) i sunnicki (15%).

Iczeri
Szeher czyli miasto wewnętrzne albo stare miasto jest naprawdę pięknie
zachowane i warto tutaj spędzić kilka godzin spacerując wąskimi
uliczkami podziwiając odrestaurowane budowle.

W
sporej większości XV wieczny Pałac Szyrwanszachów, dziś pięknie
odnowiony, był siedzibą panującej w tamtych czasach dynastii.

Dorn
Soviet czyli siedziba azerskiego rządu sprawia wrażenie kolosalnej
budowli usytuowanej przy placu Azadliq, tuż obok Primorskiego
bulwaru.
Baku
to także miejsce o "największym zagęszczeniu luksusowych
limuzyn". Nie widziałem na świecie miasta gdzie przepych i
bogactwo jest tak wyeksponowane i podkreślone przez ogromną liczbę
drogich aut. Oczywiście pomiędzy tymi krążownikami szos przemyka
także ogromna ilość znajomych nam ład i wołg.

Zniszczony
przez Sowietów w 1934 roku meczet Bibi Heybet przez wieki był najświętszym
miejscem tego regionu. Oryginalnie powstał w XIII wieku, ale to co
dzisiaj oglądamy to budowla z 1998 roku. Z placu za meczetem rozpościera
się piękny widok na Baku i port.


Palcik
Vulkanlar - tak miejscowi nazywają wulkany błotne leżące 10
kilometrów od Qubustanu. Warto tą nazwę zapamiętać, gdyż
niewiele osób zna angielski, a drogę do tego miejsca nie łatwo
znaleźć. My dotarliśmy tutaj po godzinie błądzenia po
szutrowych szlakach.
6000 tysięcy
malowideł skalnych datowanych na 12 tysięcy lat wstecz można oglądać
w Qubustan Petroglyph Reserve, który znajduje się na wzgórzach górujących
nad suchym i zapylonym miastem Qubustan.
Dotarliśmy
tutaj zaraz przed zachodem słońca, gdy strażnicy oficjalnie zamknęli
już park. Udało się ich jednak przekonać, aby zaczekali na nas
blisko godzinę, podczas gdy my mogliśmy się z bliska przyjrzeć
naskalnym motywom zwierząt i pospacerować po wytyczonych między głazami
dróżkach.
Warto
tutaj zajrzeć.

Widok
na Baku z Qiz Qalasi czyli Wieży Dziewiczej

Seki.
Historyczny karawanseraj zamieniony jest dzisiaj na hotel.

Samo
Seki jest jednym z najbardziej turystycznych miast Azerbejdżanu,
ale nawet tutaj ciężko spotkać przybyszów z innych krajów. Azerowie szczycą się
tym,
że to jedno z najpiękniejszych miast ich kraju i chyba mają do
tego powody. Wzgórza otaczające miasto, porośnięte głównie liściastymi
drzewami tworzą coś na kształt zielonego dywanu. Jest tutaj
bardzo spokojnie, ze względu na niewielką liczbę aut i fakt, że
miasteczko rozłożone jest na stosunkowo dużym terenie.

Ukończony
w 1762 roku Pałac Chanów jest chyba najciekawszym miejscem w Seki.
Wszystkie ściany sal, tego niewielkiego pałacu pokryte są przepięknymi,
kolorowymi malowidłami.

Koncert
w Hotelu Karawanseraj


Pyszne
wiejskie śniadania serwowane w Pensjonacie Sahil zatrzymały nas w
Seki o dzień dłużej niż planowaliśmy.
Poniżej
widać śnieg pokrywający szczyty wokół miasta. Był to początek
lipca.


Wracając
spacerem z wioski Kis, gdzie znajduje się pięknie odnowiony Albański
Kościół (na zdjęci poniżej) podziwialiśmy górskie widoki i
wyschnięte koryta rzek.



Chcąc
dostać się do granicy z Gruzją musieliśmy się nieźle natrudzić
aby znaleźć chętnego kierowcę. Niewiele osób decyduje się na
tak dalekie wyprawy z Seki. Regularnych połączeń autobusowych
jest niewiele, a podróż marszrutką z przesiadkami Dawidowi nie
przypadłaby do gustu. Ostatecznie znaleźliśmy śmiałka który
ruszył z nami w kilkugodzinną podróż. Zatrzymując się w
wioskach i pytając o drogę dotarliśmy do granicy azersko-gruzińskiej.
Na wycieczkę po Gruzji zapraszamy na osobną stronę.
© Tekst i zdjęcia Tomasz
Szymkiewicz
|