Strona główna
          
Wyprawy
Odwiedzone kraje
Foto galeria 
Książki
Spotkania i prelekcje
O nas i kontakt









 

Armenia 2010

Do Armenii dotarliśmy pieszo. Ze śpiącym Dawidem w wózku, w czterdziestostopniowym upale maszerowaliśmy z gruzińskiego posterunku granicznego gdzie nasze plecaki zostały prześwietlone skanerem i gdzie zrobiono nam zdjęcia. Budynek armeńskich służb granicznych wydawał się być dużo mniejszy i skromniejszy niż gruziński odpowiednik. Celnik siedział w klimatyzowanej budce podczas gdy my wraz z rzeszą innych osób czekaliśmy na zewnątrz aż wkleją nam wizy i ostemplują paszporty. Po około pół godziny byliśmy gotowi do drogi. Niestety nie zastaliśmy kolejki taksówkarzy i kierowców marszrutek chcących zawieść nas do Dilijanu. W Gruzji nie mogliśmy się czasami opędzić od nadmiaru propozycji, a tutaj? Cisza. Znalazł się jednak po chwili jakiś starszy kierowca, który za dość wysoką sumę zaoferował przejazd do wybranej przez nas miejscowości. Niestety z braku konkurencji nie wiedzieliśmy czy płacimy dużo czy mało. Dawid smacznie spał więc nie chcąc marnować czasu ruszyliśmy w drogę.

Dilijan na pierwszy rzut oka nie wydawał sie zachęcającym miastem. Trafiliśmy jednak do bardzo miłych gospodarzy przy ulicy Myasnikan Poghots, gdzie Nina i jej mąż gościli nas w swoim skromnym domku z ogrodem. Sprzed bramy wjazdowej rozciągał się piękny widok na okolicę. (Na zdjęciu powyżej). Pani Nina gotowała pyszne jedzenie, a wieczorem do kolacji podawała domowej roboty wino albo wódkę robioną z owoców.   

Wielkie niebieskie oko Armenii. Tak mówią na mieniące się odcieniami błękitu, położone na wysokości 1900 m n.p.m. Jezioro Sevan. Oddalone jest od Dilijanu o godzinę drogi, więc całodniowa wycieczka okazała się być dobrym pomysłem.

Temperatura nad jeziorem jest dużo niższa niż w samej stolicy, a zimna woda, pozwala na ochłodzenie się w miesiącach wakacyjnych upałów.

Na półwyspie wcinającym się w jezioro usytuowanych jest kilka ważnych budowli - klasztor Sevan (Sevanavank), wakacyjna rezydencja prezydenta i seminarium Armeńskiego Apostolskiego Kościoła.

Tajemniczy Klasztor Goshavank założony w 1188 roku.

Erewań to najspokojniejsza z trzech odwiedzonych przez nas stolic. Życie płynie tutaj powoli, ludzie siedzą w kawiarniach i restauracjach delektując się ormiańską kuchnią i trunkami. Pomimo, że to ponadmilionowa metropolia nie czuć tutaj tak charakterystycznego dla wielkich miast pośpiechu.

Katedra Surp Grigor Lusavorich została wybudowana na rocznicę 1700-lecia chrześcijaństwa w Armenii w 2001 roku.

Galust i Anna Tormasyan są naszymi gospodarzami w Erewaniu przy ulicy Burnazyan Poghots. Z małego tarasu na pierwszym piętrze widać w oddali górę Ararat.

Tsitsernakaberd - tak nazywa się Muzeum Ludobójstwa Ormian. Warto tutaj zajrzeć, aby uzmysłowić sobie skalę morderstwa dokonanego przez Turków. 24 kwietnia Ormianie obchodzą rocznicę rozpoczęcia eksterminacji.

Echmiadzyn. Tutaj mieści się siedziba Katolikosa - głowy Armeńskiego Kościoła Apostolskiego, odpowiednika katolickiego papieża.

        

Malowniczo położony, 30 kilometrów na południe od stolicy Armenii, klasztor Khor Virap.

W tle klasztoru widoczny jest majestatyczny Ararat znajdujący się dzisiaj na terytorium Turcji.

Charakterystyczne miejsce Erewania - Kaskada. Schody wiodące do statui upamiętniającej 50-lecie sowieckiej Armenii.

Hanrapetutyan Hraparak - Plac Republiki

Sanahin. Najstarsze fragmenty tego monastyru datowane są na rok 928.

Armenia zaskoczyła nas różnorodnością owoców sprzedawanych na bazarach. Brzoskwinie, które jedliśmy tutaj, należą chyba do najsmaczniejszych na świecie. W sklepach jest mnóstwo soków z przeróżnych owoców, których nazw nie byłem w stanie zapamiętać, gdyż w Polsce nie są dostępne. 

© Tekst i zdjęcia Tomasz Szymkiewicz

 
Copyright 2000 Adv.plPowrót do góry stronyWstecz

 

ostatnia aktualizacja: 2010-10-05