|
Surinam 2006

Surinam to niewielki
kraj w Ameryce Południowej zamieszkany przez niecałe pół miliona
ludzi. Panowanie holenderskie rozpoczęło się w 1667 kiedy to
Brytyjczycy odstąpili Surinam Holendrom. W 1814 roku kraj ten
uzyskał status kolonii jako Gujana Holenderska, a w 1975 uzyskał
pełną niepodległość. Większość ludności dzisiejszego
Surinamu to Hindusi i Metysi. Oficjalny język to holenderski.
Do Surinamu tanio i łatwo
dostać się nie da. Z Europy lata KLM i Suriname Airways prosto z
Amsterdamu do Paramaribo, ale to droga opcja. Nam udało się dostać
z Trynidadu. Linie narodowe tego kraju, BWEE, oferują kilka razy w
tygodniu przelot z Port of Spain do Surinamu. Dodatkowo trzeba
uzyskać wizę. W Europie najszybciej chyba uda się to w Ambasadzie
Surinamu w Amsterdamie. My dostajemy wizę w ten sam dzień w Port
of Spain.
Godziny
odlotu samolotu linii Bwee są dość niefortunne i lądujemy w
Surnamie w środku nocy. Lotnisko w Paramaribo oddalone jest od
centrum o jakieś 50km. Mamy plan czekania do rana, ale jakoś
dajemy się namówić taksówkarzowi i jedziemy do hostelu Albergo
Alberga. To ten na zdjęciu powyżej. Bardzo miłe miejsce w
kolonialnym budynku w centrum miasta.
W ogóle to całe
centrum Paramaribo robi na nas miłe wrażenie. Większość budynków
to drewniane kolonialne domki ciągnące się wzdłuż ulic. Niektóre
są w trochę zaniedbanym stanie.
Skład etniczny i
wyznaniowy Surinamu jest bardzo zróżnicowany. Blisko połowę
ludności stanowią hindusi i katolicy, ale muzułmanów też jest
dużo bo prawie 20%. Kolejną dużą grupę stanowią protestanci.
Większość atrakcji
turystycznych w Paramaribo była pozamykana dla turystów. Na zdjęciu
katedra w centrum też nie była otwarta dla zwiedzających.
Warto wybrać się na
prowincję, żeby zobaczyć jak wygląda wiejskie życie. My
pojechaliśmy małym busem do New Amsterdam.
Najbardziej okazały i
chyba jedyny kościółek w wiosce.
W New Amsterdam zbyt
wielu atrakcji to nie ma, ale można zwiedzić małe muzeum na
otwartym powietrzu, przedstawiające historie kolonializmu na tych
terenach.
Szpital w New
Amsterdam. Lepiej być zdrowym :-)
Do Surinamu przyjeżdżają
głównie turyści z Holandii aby zobaczyć dżunglę. Wycieczki w
interior są bardzo drogie - minimum 100 euro za dzień. Turystyka właściwie
raczkuje jeszcze i niewiele jest firm organizujących wypady w
interior. Aby skorzystać z ofert agencji turystycznych należy
dysponować większą ilością czasu. Wyprawy w niektóre regiony
organizowane są raz na dwa, trzy tygodnie.
W Surinamie
praktycznie nie istnieje żadna sieć dróg. Jest jedna szosa
pokryta w większości asfaltem biegnąca od granicy z Gujaną do
Albiny przy granicy w Gujaną Francuską. Chcąc dostać się w
interior musimy płynąć łódką.
Surinam nie należy do
najbezpieczniejszych krajów. Dużo jest broni i handel narkotykami
kwitnie. Nam udało się uniknąć jakichkolwiek nieprzyjemności,
ale chodzenie po zmroku w stolicy nie jest dobrym pomysłem.
Graniczna wioska z Gujaną Francuską też nie należy do miłych
miejsc, nawet za dnia.
Mimo tych wszystkich
niedogodności Surinam jest naprawdę ciekawym i egzotycznym krajem,
który na szczęście nie jest jeszcze na tyle popularny by turyści
zdążyli zepsuć jego klimat i charakter..
©
Tekst i zdjęcia Tomasz Szymkiewicz
|