|
Brazylia 2006
Do Brazylii chciałem pojechać od
dawna. Zawsze coś wypadało, zawsze nie było po drodze. To za duży
kraj aby zobaczyć go w ciągu jednego wyjazdu, w ciągu dwóch
czy trzech tygodni. Tym razem czasu za dużo też nie było, ale
po drodze Brazylia była. Musieliśmy przedostać się z Surinamu
przez Gujanę Francuską i właśnie Brazylię do Wenezueli. Z
Surinamu dróg do Brazylii nie ma, a z Gujany ukończono całkiem
niedawno drogę z Cayenne do granicznego miasta z Brazylią. Przed
wyjazdem każdy ma różne skojarzenia odnośnie tego ogromnego
jak kontynent, samowystarczalnego kraju jakim jest Brazylia. Piękne
plaże, karnawał i Rio de Janeiro to pierwsze co przychodzi na myśl.
My zobaczyliśmy Brazylię trochę inną, dziką, trochę
niebezpieczną, odizolowaną. Przejechaliśmy amazońską część
terytorium tego kraju.
Ten budynek w środku to nasz
hotel w Oyapoque Po
kolei więc. Pierwsze miasteczko przy granicy gujańskiej to
Oyapoque. Mało ciekawe miasto, pełne handlarzy, różnej maści
przemytników i innych typków. Trochę odiizolowane to miejsce,
bo wydostać się można tylko drogim samolotem, latającym do
Macapy kilka razy w tygodniu i autobusem jadącym kilkanaście
godzin przez dżunglę. To tańsza wersja, więc skorzystaliśmy.
Policjant na komisariacie doradził nam abyśmy pojechali za dnia,
bo nocami bywa różnie, szczególnie przez pierwsze kilkaset
kilometrów. 
Nasz autobus firmy
Garra, poleconej przez owego
policjanta, spóźnił się tak, że jechaliśmy przez całą noc.
Na szczęście nic, oprócz wybuchu opony, się nie stało i nad
ranem byliśmy w Macapie. Przez kilkaset kilometrów nie było ani
jednego miasta, tylko dżungla i wycięty kawałek lasu, tak aby
zmieściło się auto. Amazonia i to prawdziwa. 

Macapa
to duże brazylijskie miasto, będące stolicą stanu Amapa.
Macapa zamieszkana jest przez około 340 tysięcy ludzi i leży na
równiku przy ujściu Amazonki. Przez większą część roku jest
tu bardzo gorąco i wilgotno. Ciekawych obiektów za wiele nie ma,
ale można miło spędzić dzień czy dwa spacerując przy rzece.
Warta odwiedzenia jest forteca wybudowana przez Portugalczyków i
muzeum. Z mola wychodzącego z nabrzeża rozpościera się ładny
widok na fortecę. 
Chcemy
dostać się do Belem. Okazuje się, że cena biletu na statek
jest równa cenie biletu na samolot. Długo się nie zastanawiamy.
W biurze płacimy za bilety i jedziemy na lotnisko. Samolot
przelatuje na Ilha de Marajo, wyspą wielkości Szwajacarii, położoną
w ujściu Amazonki i zamieszkaną przez ćwierć miliona
ludzi. 



Belem to półtoramilionowa
stolica stanu Para. Okazuje się, że duże brazylijskie miasto
nie musi być takie złe. Centrum jest nawet przyjemne. Ciekawy są
uliczki wypełnione straganami i targ. Tu na pewno warto zajrzeć.
Sprzedają tam naprawdę wszystko. 






Godna
polecenia jest tez forteca Forte do Castelo położona w centrum
nad rzeką. Wewnątrz znajduję się małe muzeum. Szkoda tylko,
że opisy eksponatów są tylko po portugalsku... Zresztą jak wszędzie.
Brazylijczycy niestety nie czują potrzeby uczenia się
jakichkolwiek obcych języków. A szkoda, bo można byłoby poznać
więcej ludzi... 
Amazonka 
Manaus
- widok z samolotu przy lądowaniu Z Belem
odlatujemy, z braku czasu, do Manaus. Samolot ma międzylądowanie
w Santarem. Widoki na Amazonkę są niezapomniane. Ogromna to
rzeka. Alternatywą dla samolotu jest statek. Wadą jest jednak
to, że płynie aż pięć dni. Tyle czasu niestety nie mamy. Poza
tym nie jest to łatwa i przyjemna podróż. Najczęściej śpi się
w hamaku. Tłok jest dość duży a jedzenie marne. Ale przygoda
jest... 

Opera
w Manaus - Teatro Amazonas 

Plaża
Ponta Negra 

Manaus to duże
miasto, stolica stanu Amazonas. Może nie jest piękne, ale ma
kilka atrakcji. Większość turystów przyjeżdża tu tylko po to
by zakupić wycieczkę na kilka dni do dżungli. My postanawiamy
jednak zwiedzić samo miasto bardziej szczegółowo. W samym
centrum znajduje się słynna opera Teatro Amazonas. Mamy szczęście,
bo wieczorem jest przedstawienie, na które wpuszczają gości za
darmo. 
Tak
wyglądają statki kursujące po Amazonce 

Biedna
dzielnica w Manaus Następnego dnia
jedziemy autobusem 120 na plażę. W zielonej dzielnicy Ponta
Negra nad Amazonką jest mała plaża odwiedzana przez mieszkańców
głównie na weekend. Wzdłuż ciągną się bary z jedzeniem i
piwem. Smażona ryba pirarucu to przysmak, który naprawdę warto
spróbować. Nasz czas
w Brazylii niestety dobiega końca i musimy wracać do Wenezueli.
Z Manaus mamy autobus do Boa Vista i dalej połączenie do
granicy. I tu wskazówka dla udających się tym szlakiem. Nie ma
już codziennie bezpośredniego autobusu z Manaus do Wenezueli. Do
samej granicy dojeżdżamy taksówką i po otrzymaniu pieczątek
kontynuujemy trasę do Santa Elena de Uairen.
© Tekst i zdjęcia Tomasz
Szymkiewicz
|