|
Krzysztof Kolumb w 1493
roku odkrył tą karaibską wyspę i od tej pory należała ona do
Hiszpanii. Po 405 latach i przegranej wojnie z Amerykanami
Hiszpania zmuszona była oddać wyspę Ameryce. W 1917 roku
amerykański kongres dał wszystkim mieszkańcom wyspy
obywatelstwo USA. Dzisiaj Portoryko pozostaje pod zwierzchnictwem
Stanów Zjednoczonych, ale ma duży zakres autonomii dokładnie
sprecyzowany w przyjętej 1952 roku konstytucji. Mieszkańcy
Portoryko, pomimo że są obywatelami USA, nie głosują w
wyborach do Kongresu i w wyborach prezydenckich, chociaż biorą
udział w prawyborach prezydenckich. Portorykańczycy nie płacą
też podatków federalnych od dochodów wytworzonych na wyspie.
Przyszłość polityczna wyspy jest jeszcze otwarta, niektórzy
mieszkańcy wyspy domagają się pełnej suwerenności, inni z
kolei chcą pełnej integracji ze Stanami Zjednoczonymi i
przekształcenia wyspy w kolejny stan USA.

Jedynym regularnym środkiem
transportu na Portoryko poza samolotem jest prom linii Ferries del
Caribe. Statek wypływa trzy razy w tygodniu z Santo Domingo, w
niedzielę, wtorek i czwartek o godzinie 20.00 i płynie około 12
godzin. Lepiej do portu przyjechać kilka godzin wcześniej, bo
kolejki są bardzo długie i odprawa trwa w nieskończoność.
Prom dopływa do portorykańskiego portu w Mayaguez rano, pasażerowie
wysiadają, prom czeka cały dzień, by wieczorem zabrać płynących
na Dominikanę. Z Portoryko można odpłynąć w poniedziałek, środę
i piątek o ósmej wieczorem. Cena biletu powrotnego w lipcu
2008 wynosiła 243USD za osobę. Jest to miejsce w fotelu
lotniczym na pokładzie, ceny kajut są wyższe. Jest to miejsce w
fotelu lotniczym na pokładzie, ceny kajut są wyższe. Dodatkowo
w Santo Domingo trzeba zapłacić 20 USD opłaty tytułem podatku
wyjazdowego. Za 6,25 USD można zjeść dobre śniadanie na
promie, serwowane w postaci bufetu.
Po zejściu na ląd
doznaliśmy małego szoku, wywołanego cenami. W porównaniu do
względnie taniej Dominikany, jej wschodni sąsiad ma bardzo
wysokie ceny. Minibusy jadące do San Juan mają niższe ceny niż
taksówki, ale 30USD za osobę nie wydawało nam się jakąś
specjalną okazją.

W jednym z lokalnych barów
widnieje napis: Poprosiłem Boga, żeby mi dał wszystko abym mógł
korzystać z życia. I dał mi życie, żebym mógł korzystać ze
wszystkiego.

W samej stolicy podróżnicy
z plecakami także nie będą się czuli zbyt komfortowo. San Juan
to drogie miasto i cechuje je całkowity brak taniego
zakwaterowania. W starej, zabytkowej części miasta udało nam się
znaleźć jeden hotelik Guest House Old San Juan za 42USD za pokój
dwuosobowy. Zatrzymaliśmy się tutaj na kilka dni, gdyż
lokalizacja była genialna, w samym centrum starego miasta, skąd
było blisko do wszystkich atrakcji, a pomocny właściciel poświęcił
nam dużo czasu na wytłumaczenie trochę zawiłego systemu
transportowego wyspy.

ŚŚniadanie w takim miejscu kosztuje
8 dolarów od osoby. Nie jest to może tanio, ale całe Portoryko
ma ceny amerykańskie. Niektórzy nazywają tą wyspę 51-szym
amerykańskim stanem.


San Juan wygląda jak
miasto z pocztówki. Codziennie rano, zanim słońce zacznie prażyć
niemiłosiernie, po ulicach jeżdżą śmieciarki. Jest naprawdę
czysto.


Museo de las Americas jest
urządzone profesjonalnie. Wstęp do wszystkich części jest bezpłatny
oprócz sali poświęconej właśnie Amerykom. Płaci się 2 USD.
Eksponaty reprezentujące różne grupy etniczne południowej części
kontynentu są podświetlone i ciekawie opisane.

Indianie Taino, którzy
zamieszkiwali karaibskie wyspy np. Dominikanę zanim przybyli tu
Hiszpanie.

Zmniejszona czaszka wroga.
Tego dość makabrycznego rytuału dokonywali Indianie Jivaro
zamieszkujący Amazonię.


Castillo del Morro. Wstęp
3 USD. Przepięknie usytuowana forteca położona na krańcu cypla
wychodzącego w morze. Znajduje się na większości pocztówek z
San Juan. Warto tu zjawić się rankiem, kiedy nie ma jeszcze tłumów
turystów.




Kamienice San Juan są
niczym z kolorowej bajki dla dzieci. Pomalowane na wszystkie możliwe
kolory, od pastelowych do mocnych barw nadają miastu żywego
klimatu. Dzisiaj w czasie amerykańskiej recesji duża ich część
jest wystawiona przez właścicieli na sprzedaż.


Castillo de San Cristóbal




Wybraliśmy się na małe
zakupy spożywcze: 13 usd za 2 wody 1,5l, 4 banany, plastikowe łyżeczki,
szampon, 4 jogurty. Jedzenie w McDonaldzie też nie jest tanie,
Big Mac kosztuje 6,5 USD. Można żywić się na ulicy, chyba to
najtańsza opcja: hot-dog - 1,25USD, duży sok z lodem - 2USD.


Transport publiczny na
wyspie praktycznie nie istnieje. Poza kilkoma prywatnymi firmami
oferującymi przejazdy międzymiastowe małymi busami, zwykłemu
podróżnikowi zostają tylko drogie taksówki. Owe busy kursują
na zasadach afrykańskich. Odjeżdżają, gdy nazbierają
odpowiednią liczbę pasażerów. Przykładowo, za przejazd z San
Juan (dzielnica Rio Piedras) do Fajardo, skąd odpływają promy
na wyspę Culebra lub Vieques, trzeba zapłacić 4 USD, ale można
czekać nawet pół dnia. Po negocjacji z kierowcą zgodził się
pojechać z 2 osobami z 30USD.

Kilka razy dziennie odpływają
promy na tzw. Hiszpańskie Wyspy Dziewicze. Cena promu na wyspę
Culebra albo Vieques wynosi 2 USD. W trakcie wakacji trzeba się
zjawić na przystani dużo wcześniej.

Do skąpego systemu
publicznej komunikacji dołączyć można jeszcze finansowane
przez miasto autobusy. Kilka linii łączy oddalone od siebie
dzielnice dużej stolicy. Bilet na linię B40 łączącą
San Juan Viejo z Rio Piedras albo A5 San Juan Viejo - Isla Verde
kosztuje 0,75USD.




Jedna z ładniejszych
publicznych plaż w San Juan znajduje się w dzielnicy Isla Verde.
Wzdłuż białego piasku rozlokowały się wysokie budynki
ekskluzywnych hoteli. Wypożyczają turystom leżaki i parasole,
ale z plaży korzystać można bezpłatnie.







Prom z nabrzeża w starej
dzielnicy miasta do przeciwległego brzegu, dzielnicy o nazwie
Catano kursuje co 30 minut i kosztuje pół dolara. Znajduje się
tam fabryka rumu Bacardi. Warto obejrzeć to miejsce. Z przystani
promowej jest jeszcze kilka kilometrów, więc można pojechać
autobusem linii C-147 za 0,75usd lub taksówką za 12 dolarów.
Samą fabrykę zwiedza się za darmo, a goście częstowani są
przy wyjściu drinkami z różnego rodzaju rumu.




Fabryka Bacardi
była załóżona przez hiszpańskiego emigranta Don Facundo Bacardi Masso na
Kubie, ale później została przeniesiona właśnie tutaj na
Portoryko.







Mieszkańcy Portoryko żyją
jak Amerykanie. Szerokie, kilkupasmowe autostrady łączą miasta
położone głównie na obrzeżach wyspy. Prawie każdy posiada
swoje auto, dlatego praktycznie nie istnieje transport publiczny.
Dla turystów i niezamożnych obywateli wyspy kursują takie jak
widzicie poniżej taksówki.


Zbliżał się wieczór i
nasz prom szykował się do opuszczenia portu w Mayaguez. Najtańszy
bilet nie gwarantował żadnej kabiny ani nawet miejsca na
fotelach. Na trzecim pokładzie była mała sala kinowa dla pasażerów.
Czasami wyświetlali tam filmy. Dzisiaj na to się nie zanosiło i
sala wyglądała jak opuszczona. Rozłożyliśmy karimaty i śpiwory
i poszliśmy spać. Rano po wyjściu na pokład widać było
zarysy Hispanioli. Bienvenidos a Dominicana!


© Tekst i zdjęcia Tomasz
Szymkiewicz |