|
Nikaragua
2001


Nikaragua - kraj, który
lubię

1 grudnia
Przejeżdżamy
w ciągu kilku godzin przez Honduras. Stan dróg w tym kraju
pozostawia wiele do życzenia. Wieczorem przyjeżdżamy do
Managua. Z ruchliwej i hałaśliwej stolicy udajemy się do
Granady, spokojnego miasta z architekturą kolonialną położonego
nad brzegiem jeziora Lago de Nicaragua.

2 grudnia
Rzecz dość
zaskakująca. jeden z tańszych hoteli dla backpackerów
posiada mały basen. To jest to czego potrzebowaliśmy.
Kilka godzin na basenie, kilka w mieście, godzina na
Internecie, i tak mija dzień w spokojnej Granadzie.

3 grudnia
O 14.00
odpływa nasz prom na wyspę Isla de Ometepe. Na promie
spotykamy pierwszą osobę, od czasu wyjazdu z Chicago, mówiącą
po polsku. To Holender pochodzący z polskiej rodziny.
Na wyspie
nie ma asfaltowych dróg, więc tłukąc się na pace starego
pick-upa dojeżdżamy do małego hoteliku w wiosce Altagracia.

4 grudnia
Wcześnie
rano ruszamy na wulkan Madera - około 1400 m n.p.m. Ponad
trzy godziny wspinaczki przez las tropikalny i dochodzimy do
krateru, w który znajduję się jezioro. Niestety nie udaje
się nam wiele zobaczyć. Chmury osiadły na szczycie wulkanu,
zasłaniając mgłą całą tafle jeziora.

5 grudnia
Odpływamy
z wyspy. Taksówka w Nikaragui do granicy, później
autobus w Kostaryce i jesteśmy w San Jose późnym popołudniem.

©
Tekst i zdjęcia Tomasz Szymkiewicz
|