|
Kuba 2006

Przejechaliśmy
od Vinales do Santiago de Cuba i mamy mniej lub bardziej zarysowany
obraz tego kraju. Z tym, że krajobraz to nie wszystko, a właściwie
niewiele jeżeli chodzi o Kubę. Generalnie w skrócie podsumować
można, że rzeczywistość kubańska to jedna wielka tragedia.
‘No es facil’ czyli nie jest łatwo, jak powtarzają czekający
na cud mieszkańcy wyspy, to tylko delikatne określenie codziennego
życia. Nie jest łatwo żyć na Kubie, nie jest łatwo wyjechać,
nie jest łatwo zdobyć pieniądze, jedzenie, cokolwiek. Średnia
miesięczna pensja to równowartość 8-13 dolarów amerykańskich
za które można tu kupić 10 puszek piwa. Śmieszne. Większość
artykułów jest na kartki albo za peso convertible czyli walutę
wymienialną na dolary, która jest praktycznie poza zasięgiem
przeciętnego Kubańczyka. Są oczywiście „oazy dobrobytu” czy
„Pewexy” jak kto woli, ale na próżno szukać tam przeciętnych
obywateli.
Temat
emigracji jest wszechobecny, ale jak wyjechać, jak za 10 dolarów
można jedynie piwo w pewexie kupić. Może przez morze... Bez
sensu, beznadziejnie, fatalnie...
Kubańczycy
którym się udało wyjechać i mieszkają w USA łącznie zarabiają
przez rok dwa razy więcej niż cały naród kubański. To śmieszne
i smutne, biorąc pod uwagę, że niejaki pan Fidel Castro Ruz
powtarza, że Kuba jest w najlepszym momencie historii i powinna
dalej podążać drogą rewolucji. Idiota.
Jak
ktoś był tylko w Varadero, Cayo Coco lub Trynidadzie czy Hawanie
to może tego nie rozumieć, ale Kuba to więzienie. Biedne i
beznadziejne więzienie, gdzie wszyscy więźniowie są apatyczni
albo zastraszeni albo pijani od rumu, którym to zabijają myśli o
codzienności. Na Kubie nie ma transportu publicznego (no może
prawie), ciężko kupić coś do jedzenia czy ubrania. Ktoś kto tam
był pewnie powie, że to bzdury, ale to nie są bzdury. Owszem
autobusy kursują na przykład na trasie Hawana – Santiago de Cuba
za cenę 40 dolarów. To przecież jakaś kosmiczna suma! Dla nas
Polaków to dużo, a dla nich? Dla Kubańczyków to poza zasięgiem.
Kogo stać na przeznaczenie półrocznych zarobków na bilet
autobusowy?
Nie
jest to jeszcze koniec świata, bo przecież w tych autobusach firmy
Astro czy Viazul jeżdżą też Kubańczycy (razem z turystami), ale
to arystokracja albo ci, co zarabiają dolary na turystach albo ci
co mają kasę przez partyjne koneksje.
Dobrze,
że tego nikt z Komitetu Obrony Rewolucji nie przeczyta, bo miałbym
pewnie kłopoty. Takie bezsensowne Komitety są w każdym
miasteczku. Siedzi jakiś biedak przy biurku i notuje jakieś
bzdury. Władza musi przecież wiedzieć co obywatele robią.
Nie
odradzam nikomu wyjazdu na Kubę, ale trzeba się zastanowić poważnie.
To kwestia indywidualnego podejścia i sumienia. Na pewno odradzam
wyjazd z biurem turystycznym do hoteli w nadmorskich miejscowościach.
To na pewno nie pomaga Kubańczykom, tylko przedłuża ich piekło,
bo lwia część pieniędzy, które zapłacicie pójdzie do kieszeni
Fidela i partii. Tak to już na Kubie działa. To absurd. Na przykład
w Varadero jest odgórny zakaz wynajmowania pokoi dla turystów
przez indywidualne osoby. Dlaczego? To proste. Każdy w ten sposób,
chcąc tam pojechać, będzie zmuszony spać w kontrolowanym przez
państwo hotelu. Ponadto za bliski kontakt turystów z Zachodu z
Kubańczykami może im namieszać w głowach i przekazać diabelskie
pomysły i obraz zgniłego świata...
Można
by jeszcze dużo pisać. Polecam kilka artykułów na Wyborczej popełnionych
m.in. przez pana Stasińskiego.
Kuba
jest piękna. Hawana jest śliczna. Morze jest cudowne. Plaże
bajkowe. Muzyka nie ma sobie równych. Kobiety sami powinniście
zobaczyć. Ale to nie wszystko.
Dla
podróżujących travelersów z plecakiem to drogi kraj. Chyba, że
mówicie po hiszpańsku i nie przeszkadza Wam jedzenie pizzy na
ulicy (patrz kawałek ciasta z dobrym serem), picie ważonego w domu
piwa i czekanie godzinami na autobus wypełniony po brzegi spoconymi
i zmęczonymi ludźmi. Tak, wtedy Kuba jest tania. I wtedy widać
chociaż w części jak tam jest. Wtedy warto, bo kasa którą płacicie
idzie w większości dla ludzi, którym ją wręczacie. Wtedy może
warto pojechać i zobaczyć piękną dolinę Vinales spisaną na
listę dziedzictwa UNESCO, warto zobaczyć turystyczny Trynidad z piękną
plażą Ancon, warto przejść się uliczkami Camaguey albo Santiago
de Cuba. Nie zmienia to jednak faktu, że ten piękny kraj to więzienie,
a Kubańczycy to zwyczajni więźniowie w więzieniu o łagodnym
rygorze, z którego nie uciekają, bo są tak zabiegani nad
poszukiwaniem jedzenie i picia, że w niedziele chcą wziąć butelkę
rumu i pojechać na plaże Caleton Blanco albo Playas del Este albo
jeszcze inną, otworzyć butelkę i zapomnieć o tym całym bagnie.
To
tak jak wyjazd Birmy jest kwestią indywidualnej decyzji tak samo
podróż na Kubę budzi wiele przemyśleń i znaków zapytania.
Zobaczcie
kilka zdjęć. Może kiedyś tam będzie lepiej...

Widok
z domu Julia i Elsy u których nocowaliśmy. Prowadzą tzw. casa
particular czyli pokoje do wynajęcia w centrum Habany - Habana
Centro.

Capitolio
Nacional w Hawanie

W
centrum stolicy

Pamiątki
z lat pięćdziesiątych krążą dzisiaj po Hawanie

Plaza
de la Revolucion - Plac Rewolucji. To tu Fidel Castro przemawia
godzinami do ludu.

Playas
del Este

Najpopularniejszy
na Kubie rum

Knajpki
w Santiago de Cuba, podobnie jak w większości kubańskich miast,
to idealne miejsce do słuchania muzyki na żywo

Taniec
to integralna część kubańskiej kultury

Społeczna
reklama potępiająca amerykańskie embargo nałożone na Kubę

Plaża
Caleton Blanco niedaleko Santiago de Cuba

Caleton
Blanco

Camaguey

Centrum
Camaguey

Trynidad

Playa
Ancon w pobliżu Trynidadu. Można dostać się tu kursującymi z
miasta "coco taxi"

Plaza
Mayor w Trynidadzie
©
Tekst i zdjęcia Tomasz Szymkiewicz
|