|
Kostaryka 2001

Oto kilka słów z
dziennika podróży:
6
grudzień
Dzień
w stolicy.
Rano
do ambasady USA. Musieliśmy oddać nasze odcinki wizowe jako
dowód opuszczenia USA, gdyż nikt na granicy amerykańsko-meksykańskiej
nie pofatygował się, aby poinformować nas o konieczności
dokonania tej czynności.
7
grudzień
Jedziemy
nad Pacyfik.

Puntarenas
to niewielkie miasto z którego odchodzą promy na półwysep
Nicoya. Nad plażą unoszą się w powietrzu pelikany wypatrujące
ryb. Co chwilę obniżają lot i z pełną siłą uderzają w
wodę łapiąc zdobycz.
Kilka
godzin na słońcu wystarczy nam w zupełności. Wieczorem
wracamy do San Jose. Pada deszcz.

8
grudzień
Wieczorem
odchodzi nasz autobus do Panama City.
Nocą dojeżdżamy
do granicy. Cztery godziny postoju. Załatwianie formalności
paszportowych.
Na
śmietniku przy przejściu granicznym zbiera się kilka sępów.
Wyjadą resztki jedzenia. Za chwilę przegania je bezpański
pies...


©
Tekst i zdjęcia Tomasz Szymkiewicz |