|
Gwatemala
2001

Tajemnicze
ruiny Gwatemali

Stolica:
Guatemala
Obszar: 108 890 km2
Ludność: 12 335 580
Języki: hiszpański 60%, języki indiańskie 40% (23
języki w tym quiche, cakchiquel, kekchi)
Religia: katolicy, protestanci, tradycyjna religia
Majów
Waluta: 1 quetzal (Q) = 100 centavos
Niesamowite
ruiny Majów, trzydzieści wulkanów, dziesiątki jaskiń,
wspaniałe miejsca do nurkowania, górskich wędrówek oraz
spływów pontonowych to tylko niektóre z atrakcji przyciągających
coraz większe rzesze turystów do Gwatemali. Na szczęście
są to wciąż relatywnie niewielkie liczby. Nieliczne biura
turystyczne (przynajmniej w Polsce) oferują wyjazdy do
Gwatemali po przystępnych cenach. To już niestety tylko
kwestia czasu, kiedy tysiące amerykańskich i europejskich
turystów z kieszeniami wypełnionymi pieniędzmi „zaleją”
i nieodwracalnie zmienią ten piękny i osobliwy kraj.

Dzisiaj
będąc w Gwatemali możemy obserwować przebieg procesu
pokojowego i coś w rodzaju powolnego powrotu do normalności.
Całkiem niedawno, bo w 1996 roku w kraju zakończyła się
36-letnia wojna domowa, która pochłonęła około 200 tysięcy
ofiar, miliony ludzi zostawiła bez dachu nad głową oraz
tysiące ludzi zaginęło bez śladu.
Gwatemalczycy muszą
sobie jednak jakoś radzić z ciężarem historii i błędami
własnych polityków. Starają się zapomnieć o krzywdach i
cieszyć się życiem.

Wulkan Pacaya
Targ w Antigua
Nasza
wędrówka po tym wspaniałym skrawku Ameryki Środkowej
zaczyna się w stolicy kraju – mieście Gwatemala. Stąd
po dosłownie kilkunastu minutach zabiera nas lokalny
autobus do Antigua. Nie jest to jednak normalny, znany nam
wszystkim środek transportu. W Gwatemali większość
autobusów to stare amerykańskie school bus`y
pomalowane w przeróżne wzory. Do autobusu wsiada około 70
pasażerów zamiast dozwolonych 40, wewnątrz panuje
niezwykle wesoła atmosfera. Kierowca słucha muzyki ludowej
tak głośno, że nie sposób rozmawiać – nie sposób
nam, bo miejscowi po prostu do siebie krzyczą i są do tego
przyzwyczajeni. Autobus zatrzymuje się dosłownie co 50
metrów zabierając kolejnych pasażerów. Kiedy jest już
tak pełny, że nikt, nigdzie się nie zmieści, sprzedawca
biletów zaczyna swoją wędrówkę polegającą na
przepychaniu się do tylnej części autobusu. Po godzinie
docieramy do celu.

Antigua to ciekawe i znane miejsce w tym regionie.

Przybywają
tu rzesze podróżników pragnących nauczyć się języka
hiszpańskiego i skosztować gwatemalskiego klimatu i stylu
życia. Kilka wulkanów leżących w niedużej odległości
od miasta czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Na jeden z
nich, wciąż czynny, udaje się nam wejść. Wulkan Pacaya
to drzemiąca bomba, która może w każdej chwili
eksplodować. Zdaniem miejscowych nie ma takiego zagrożenia.
Jednak w zeszłym roku miała miejsce niegroźna erupcja.

Z Antigua udajemy
się z powrotem do stolicy aby złapać autobus do Flores w
prowincji El Peten, największego dystryktu w Gwatemali.
Podróż to istna rosyjska ruletka, kierowca ceni sobie dobrą
zabawę za kierownicą bardziej niż życie swoje i 45 pasażerów,
których ma dowieźć do celu. Po drodze jesteśmy świadkami
kilku wypadków, jeden z nich śmiertelny. Drogi w Gwatemali
są w bardzo złym stanie, pojazdy – w jeszcze gorszym.
Kierowcy nie przestrzegają żadnych przepisów, stąd duża
wypadkowość i śmiertelność na drogach to rzecz
normalna.
W
końcu cali i zdrowi wysiadamy we Flores – małym
miasteczku nad jeziorem Lago de Peten Itza. Naszym celem
jest dotarcie do kompleksu ruin Majów – Tikal oddalonego
o ponad godzinę drogi na północ od jeziora Peten Itza.
Kolejnego
dnia o 5 rano wyruszamy z naszym przewodnikiem do Tikal w
samym środku lasu tropikalnego. Jest dużo moskitów,
dlatego repelent na owady jest tu niezastąpiony.
Temperatura powietrza około 7.00 przekracza już 25 stopni,
a wilgotność 95%.

80% całego miasta Tikal jest wciąż pod ziemią, pokryte mchem,
trawą i porośnięte drzewami. Rząd Gwatemali nie ma
funduszy na restauracje kompleksu, to co możemy zobaczyć
zostało odkopane i odnowione z pomocą organizacji amerykańskich.
Nasz przewodnik to
35-letni Gwatemalczyk, który dobrze pamięta czasy wojny
domowej i prześladowań opowiada mi swoje losy. Piętnaście
lat temu opuścił kraj z całą rodziną w obawie przed
represjami. Dziesięć lat tułał się po Belize, Meksyku i
USA. Tam nauczył się angielskiego i kiedy wrócił do
Gwatemali został przewodnikiem po ruinach Tikal i
okolicznych lasach. Tu się urodził, zna ten region jak własną
kieszeń, zna każde drzewo, każdą roślinę i każde
zwierze. Zna także oblicze wojny domowej, o której nie
chce zbyt wiele mówić. Ma tylko nadzieje, że teraz jego
kraj wybierz lepszą drogę.
Jednak nie jest to
do końca pewne w jakim kierunku rozwinie się sytuacja w
Gwatemali. Skorumpowani politycy wciąż są przy władzy.
Prezydent Portillo obiecuje świetlaną przyszłość, ale
niektóre fakty mogą niepokoić. Nie dawno wysłał swoją
rodzinę poza granice kraju, a sam podejmuje budzące wątpliwości
decyzje polityczne, podczas gdy większość zwykłych
obywateli żyje nadal w nędzy.
Z Flores udajemy
się do stolicy. Miasto Gwatemala nie jest szczególnie piękne.
Wszechobecny hałas, kłęby spalin wydobywające się z
chaotycznie poruszających się pojazdów i stare zaniedbane
budowle to chyba najbardziej rzucające się w oczy
przybysza cechy tego miasta.

Po dwóch dniach
spędzonych w stolicy kierujemy się na południe kraju, do
granicy z El Salwadorem.
©
Tekst i zdjęcia Tomasz Szymkiewicz |