|
Ekwador 2001
Notatki z podróży
11 grudzień

Quito
Dwumilionowa stolica Ekwadoru położona jest
na wysokości 2850m n.p.m. Prawie przez cały rok panuje tu łagodny
wiosenny klimat. Wspinamy się na jedną z wież bazyliki w starym
mieście. To najwyższa wieża w Ameryce Łacińskiej i jednocześnie
dobry punkt obserwacyjny.

12 grudzień
Otavalo
Miasto słynie z indiańskiego targu i
tamtejszych wyrobów. Kręcimy się chwile po targu, robię kilka
zdjęć i wracamy do stolicy. Wieczorem w Quito burza. Drogi
zamieniają się w strumienie wody. W niektórych dzielnicach brakuje
prądu.
13 grudzień
Rano spędzamy kilka godzin w Quito i jedziemy
do małego miasta w środkowym Ekwadorze – Bańos. Po drodze autobus
łapie gumę. To nie jest problem. Pomocnik kierowcy (w Ekwadorze
zawsze w autobusach jest taka osoba) zaraz zatrzymuje autobus
innej firmy jadący w tym samym kierunku i pasażerowie przesiadają
się.

14 grudzień
Bańos – Puyo
Około 10.00 wyruszamy z Bańos na rowerach w
kierunku Puyo. Po drodze mijamy kilka ciekawych wodospadów.
Sceneria niesamowita. 4,5-tysięczne szczyty wznoszą się nad drogą
pozbawioną asfaltu. Niestety nie udaje się nam dotrzeć do Puyo,
ponieważ w połowie drogi zatrzymuje nas lawina kamieni, która
uniemożliwia dalszy przejazd. Robotnicy z maszynami zabierają się
do pracy i ruch zostaje wstrzymany na około godzinę. Wracamy do
Bańos.

15 grudzień
Bańos leży u podnóża wciąż aktywnego wulkanu
Turungaruhua. W południowo-wschodniej części miasta znajduje się
wodospad pod którym usytuowano ciepłe baseny. Miasto posiada
bardzo spokojną i kameralną atmosferę, to dobra baza wypadowa na
wyprawy do dżungli, white-water rafting, kayaking, wspinaczki na
wulkany i wiele innych ciekawych zajęć.
Po południu jedziemy do Riobamby, stolicy
prowincji Chimborazo.

16 grudzień
Wcześnie rano odchodzi nasz pociąg do Aluasi.
Pasażerowie w pośpiechu wspinają się na dachy towarowych wagonów.
Po co? Siedmiogodzinna trasa pociągu przebiega poprzez wąwozy
andyjskie, strome zbocza i odległe wioski zamieszkane przez
Indian. Trasa kończy się stromym zjazdem na samo dno wąwozu
Simbate tzw. El Nariz del Diablo (Nos diabła). Miejscowi nazywają
tak jedną z gór otaczających wąwóz przez który przebiega trasa
pociągu.
Wieczorem dojeżdżamy autobusem do Cuenci.
17 grudzień
Rano miało
miejsce w naszym hotelu dość ciekawe zdarzenie. Na parterze
siedziało kilku mężczyzn pijąc piwo i rozmawiając. Nagle jeden z
nich po krótkiej kłótni wyciągnął pistolet i wystrzelił w sufit. W
hotelu powstało małe zamieszanie. Delikwenta wyprowadzili lekko
zdenerwowani koledzy, a na piętrach hotelu zebrali się mieszkańcy
obserwujący z przerażeniem całe zajście.
Sprawnie i
szybko opuściliśmy gościnny hotelik i przechodząc przez ładny lecz
będący w remoncie główny plac w mieście dotarliśmy do dworca
autobusowego.
Jedziemy do
Machala. Ku naszemu zaskoczneniu udaje się nam załatwić wizę do
Peru w godzinach wieczornych. zawdzięczamy to listowi polecającemu
od Konsula w Chicago.
18 grudzień
Płyniemy małą
łódką (miejscowi nazywają ją lancha) na wysepkę Jambeli,
kilka kilometrów od wybrzeża w Puerto Bolivar 7 km od Machala.
Brzegi wyspy
porośnięte są przez drzewa mangrowe, w ktorych schronienie
znajdują setki ptaków, czapli, kormoranów i pelikanów.
Wyspa cieszy
się popularnością wśród mieszkańcow miasta Machala, którzy
przyjeżdżają tu na weekendy, a by zażyć kąpieli słonecznych. W
tygodniu na wyspie jest zupełnie pusto. Byliśmy chyba jedynymi
obcokrajowcami do godziny 13.30, kiedy koleną lanchą
przypłyneło dwóch gringos.

19 grudzień
Opuszczamy
Ekwador.
Autobus z
Machala do granicy, póżniej taksówka do Tumbes po stronie
peruwiańskiekj i autobus z Tumbes do Piura. Spóżniliśmy się kilka
minut na ten autobus, ale kierowca naszej taksówki szybko dogonił
autobus.
Pożnym
popołudniem dojeżdżamy do Chiclayo.
© Tekst i zdjęcia Tomasz
Szymkiewicz |