Kenia, Uganda, Tanzania 2003

Termin
wyprawy:
9
– 27 kwietnia 2003
Ekipa:
2
osoby
Główny
cel:
Bwindi
National Park w Ugandzie – tropienie goryli górskich oraz
Zanzibar, Tanzania
Koszty:
Bilet
linii British Airways
tzw. „open jaws” Warszawa – Nairobi, Dar
es Salaam – Warszawa – 2400zł, wyżywienie, lokalny
transport i inne opłaty
– 1700zł, opłata za tropienie
goryli (gorilla tracking permit) – 275USD.
Pozwolenie to trzeba załatwiać co najmniej 3 miesiące wcześniej.
Wszystkie informacje dostępne są na stronie www.uganda.co.ug
Całkowity
koszt wyprawy – 5200zł na osobę.
Są
to koszty „bez zaciskania pasa”, można tą samą trasę
pokonać za około 500zł mniej,
a rezygnując jeszcze z tropienia goryli za 1600zł mniej.
Kursy
walut:
Kenia:
1USD = 75 szylingów kenijskich
Uganda:
1USD = 1494 szylingów ugandyjskich
Tanzania:
1USD = 800
szylingów tanzanijskich
Z
wymianą nie ma większych problemów. W niedzielę i święta
banki i kantory mogą być pozamykane. W Kampali w niedzielę
znaleźliśmy tylko jeden czynny kantor. Można spróbować
wymienić pieniądze w lepszych hotelach.
Bezpieczeństwo:
Generalnie
nie ma większych zagrożeń i ograniczeń w podróżowaniu.
Lepiej unikać północnej Ugandy szczególnie przy granicy z Kenią.
Toczą się tam lokalne porachunki między plemionami. Czasami można
przeczytać w lokalnej ugandyjskiej prasie o sporadycznych
incydentach przy granicy
z Kongo.
Podróż
w północne regiony Kenii przy granicy z Somalią i Etiopią
trzeba dobrze zaplanować i sprawdzić aktualną sytuację.
Zdarzają się tam napady na matatu czy autobusy.
Zdrowie:
Standardowo
zaleca się szczepienia na WZW A i B, żółtą febrę (na
granicach nie jest sprawdzana żółta książeczka) i oczywiście
tabletki na malarię. Tu naprawdę nie lekceważyłbym tej
kwestii. Najlepiej chyba działa Lariam.
Kiedy
jechać:
Najlepiej
w porze suchej, ale tak naprawdę nie ma to wielkiego znaczenia.
My byliśmy w środku pory deszczowej i wcale nie pokrzyżowało
to planów.
Przewodnik:
Lonely
Planet – East Africa 2000, trochę przestarzały, ale
sprawdza się - większość informacji się zgadza.
Dziennik
podróży do kraju Adi Amina i Juliusa Nyererego
9
kwietnia
Samolot
British Airways z Warszawy do Londynu, następnie wieczorem z
Londynu do Nairobi. W Londynie mamy kilka godzin przerwy, także
wykorzystujemy szansę na spotkanie z przyjaciółmi. Z
Warszawy do Nairobi najlepiej lecieć właśnie British Airways
albo KLM, te dwie linie mają najniższe ceny i okresowe
promocje – my właśnie trafiliśmy na jedną z
nich.
10
kwienia
Rano
przylatujemy do Nairobi. Trzeba kupić wizę na lotnisku –
50 USD. Wysiadając z samolotu wita nas fala gorącego
tropikalnego powietrza. Idę zajrzeć do lotniskowej toalety
– małe zaskoczenie – myślałem, że Kenia jest
bardziej rozwiniętym krajem. Niestety w kwestii toalet są daleko
za cywilizowanym światem. Dziura w podłodze i stojący pracownik
lotniska spłukujący wszystko gumowym wężem.
Cały
dzień w tym zatłoczonym mieście wystarczy nam, żeby pozwiedzać
centrum i przylegające dzielnice. Pełno naganiaczy, ale warto tu
spędzić kilka chwil, żeby zobaczyć życie w jednym z
najbardziej rozwiniętych miast Afryki. Nocujemy w jakimś małym
hotelu w samym centrum, którego nie ma w przewodniku. Płacimy koło
7USD za pokój dwuosobowy.
11
kwietnia
Rano
jedziemy autobusem linią Akamba (ponoć najlepsza w tej części
Afryki) do Kampali. Bilet kupujemy dzień wcześniej. Na granicy
kupujemy wizę – 20 USD. I tu właśnie poznajemy Siostrę
Marię. Pracuje w Ugandzie od 13 lat. Pomaga nam postawić
pierwsze kroki w tym
ciekawym kraju. Była z koleżanką w Nairobi i wraca teraz do
domu.
Podróż
zajmuje cały dzień, przejeżdżamy źródło Nilu koło Jinja,
wieczorem jesteśmy w Kampali. Z pomocą Siostry (tu szczególne
podziękowania dla niej) znajdujemy hotel na przedmieściach w
dzielnicy Kabalagala. Delux Holiday Inn, bo tak się nazywał
hotel jest dość drogi (14USD za pokój), ale naprawdę
przyjemny.
12
kwietnia
Pierwszy
dzień w Kampali. Miasto ciekawe, spokojne, zamieszkane przez
prawie 12 milionów Ugandyjczyków. Warto tu spędzić dwa, trzy
dni. My jesteśmy zmuszeni poczekać do 15 kwietnia, gdyż wtedy
odchodzi nasz autobus do Butogoty, ostatniej osady w pobliżu
Parku Narodowego Bwindi, gdzie dociera transport publiczny. Kręcimy
się po mieście, trochę jeździmy, Siostra Maria pokazuje nam ważniejsze
miejsca i zabytki.
13
kwietnia
Jedziemy
do Entebbe, miasteczka położonego kilkanaście kilometrów od
Kampali. Najlepiej wziąć matatu (mały bus) z głównego
dworca. Cena to około 1000Ush. W Entebbe znajduje się międzynarodowe
lotnisko oraz ciekawy ogród botaniczny. Polecam. Miasteczko
sprawia wrażenie uśpionego, mało ludzi na ulicach, w ogrodzie
botanicznym nie widziałem nikogo oprócz nas, naszego przewodnika
i małp. Koło 15.00 idziemy na obiad do jednej z przydrożnych
jadłodajni. Płacimy po około 5000Ush za jeden obiad składający
się z kawałka mięsa przypominającego wołowinę i frytki.
14
kwietnia
Kolejny
dzień w stolicy Ugandy. Jest pora deszczowa, rano pada, po południu
świeci słońce. Załatwiamy pozwolenia na tropienie goryli w
Uganda Wildlife Authority (koło hotelu Sheraton). Idziemy na
obiad do zgromadzenia sióstr. W końcu można się najeść...
Około 18.00 zapraszają nas na mszę. Wieczorem jedziemy z Siostrą
do baru na piwo. Dowiadujemy się dlaczego tylu Ugandyjczyków
jest nosicielami HIV... i innych ciekawych szczegółów na temat
życia mieszkańców Kampali.
15
kwietnia
Odjeżdża
nasz autobus do Butogoty. Płacimy około 10USD za bilet. Cały
dzień jedziemy przez zieloną Ugandę. Kierowca jedzie jak
wariat, asfalt leży tylko na około połowie trasy. Kilka razy
unikamy czołowego zderzenia, pęka nam opona, ale kierowcy nie
przeszkadza to kontynuować podróży. Prędkość i wrzeszczący
z przerażenia pasażerowie wydają się podniecać go i zachęcać
do coraz szybszej jazdy. Firma przewozowa to Silverline. Są
jeszcze chyba dwie inne, ale trzeba uważać, bo niektóre
autobusy są w opłakanym stanie, mają kłopoty nawet z
uruchomieniem silnika.
Wieczorem
docieramy do Butogoty i małym pick-upem zabierają nas (wysłannicy
właściciela domków w Buhoma) do Buhomy, skąd
następnego dnia wyrusza się na tracking goryli. Za nocleg
płacimy około 6USD za osobę.
16
kwietnia – Tracking Day
Z
obstawą kilku żołnierzy armii ugandyjskiej i dwoma
przewodnikami wyruszamy do dżungli. Mamy szczęście. Po dwóch
godzinach marszu już docieramy do grupy goryli. Mamy dokładnie
60 minut na przypatrywaniu się tym ogromnym naczelnym. W tej
grupie jest mały osobnik. Przeżycie niezapomniane.
17
kwietnia
Wracamy
do miasta Masaka skąd za około 10USD łapiemy taksówkę do
tanzańskiej granicy. Kupujemy wizy – 20USD dla studentów.
Stamtąd z wioski Mutukula stopem dostajemy się do miasteczka
Bukoba nad jeziorem Wiktorii. Dwie Holenderki pracujące w
Tanzanii w organizacjach do walki z AIDS zabierają nas do swojego
jeepa.
18
kwietnia

Dzień
w Bukoba. Pada deszcz. Kupujemy bilet na statek do Mwanza. Płacimy
za drugą klasę siedzącą (bo jest jeszcze 2 klasa z łóżkami)
po około 15USD za osobę, wliczając opłatę portową. Jest to
cena prawie dwa razy większa niż dla miejscowych, ale moja kłótnia
z bileterem zdaje się na nic. Wieczorem odpływamy.
19
kwietnia

Dopływamy
rano do Mwanzy. Ruchliwe miasto portowe. Pada deszcz. Szukamy
hotelu, udaje się nam znaleźć coś taniego – nazwy nie
pamiętam, zresztą nie warto - 5 USD na osobę. Idziemy na stację
kolejową kupić bilet do Dar es Salaam. Cena za drugą klasę
siedzącą to około 20USD.

Po
południu płyniemy wodna taksówką na wyspę Saa Nane, to mały
rezerwat na jeziorze Wiktorii. Można spotkać krokodyle i
antylopy. Cena biletu to niecały 1 USD na osobę w jedną stronę.
20
kwietnia
Po
południu odjeżdża nasz pociąg do Dar. Przed nami dwie doby
siedzenia w pociągu „mknącym” przez pustkowia
Tanzanii. Dla mniej odpornych polecam dopłacenie i skorzystanie z
wygód I klasy, gdzie są łóżka. Przed samym odjazdem masa
ludzi krząta się przy pociągu, znosząc setki tobołków,
jedzenia, kur i innych zwierząt domowych. W końcu sygnał
odjazdu, słońce zbliża się ku zachodowi.
21
kwietnia
Dzień
w pociągu. Mijamy stolicę Tanzanii – Dodomę. Robi wrażenie
małej mieściny na pustkowiu. Chyba została stolicą tylko ze
względu na położenie. Na każdej stacji pociąg oblegany jest
przez tłumy ludzi sprzedających jedzenie, napoje i różnego
typu artykuły użytku wszelkiego. Można kupić banany, drewniane
pamiątki i żywe kurczaki, gdyby ktoś miał akurat ochotę.
22
kwietnia
Nasz
pociąg spóźnia się pół dnia i zamiast rano przyjeżdżamy po
południu. Głodni i zmęczeni od razu łapiemy prom na Zanzibar.
Płacimy za bilety koło 15 USD za osobę. Wskakujemy w ostatnim
momencie na odpływający prom i po 4 godzinach jesteśmy już w
Stone Town na Zanzibarze. Mimo, że to cały czas Tanzania, trzeba
się zarejestrować w biurze imigracyjnym w porcie.
23
kwietnia
Rano
jedziemy do małej osady na północy wioski Nungwi. Koszt miejsca
w małym busie to około 5USD na osobę. Droga zajmuje półtorej
godziny. Nungwi jest wspaniałym miejscem do nurkowania i
odpoczywania na plaży. Jest kilka klubów nurkowych. Kwiecień to
dobry czas na odwiedziny tego miejsca – niski sezon, ceny
spadają o połowę, a pogoda jest wspaniała. Śpimy w małych
domkach – 8USD na osobę. W wiosce jest nawet kawiarenka
internetowa z satelitarnym łączem.
24
kwietnia
Płyniemy
na małą wysepkę Mnemba Island. Wokół roztacza się piękna
rafa koralowa. Nurkujemy. Opłatę za tą przyjemność
wynegocjowaliśmy na 15USD za osobę (transport, jedzenie i sprzęt
ABC, czas trwania – 8 godzin)
25
kwietnia
Leżymy
na plaży i źle się to kończy – poparzenie. Mimo pory
deszczowej, słońce jest strasznie silne i opala nawet przez
chmury.
26 kwietnia
Wracamy
do Stone Town. Zwiedzamy to piękne miasto, zamieszkiwane przez
znaczącą arabską społeczność. Miasto trochę świeci
pustkami, dużo restauracji pozamykanych, turystów jak na
lekarstwo – koniec sezonu. To dobrze, widać lepiej jak żyją
miejscowi.
27
kwietnia
Rano
płyniemy do Dar es Salaam. Niestety (UWAGA) nie ma w tą stronę
tak tanich promów płynących w dzień. Za bilet musieliśmy zapłacić
aż 35USD za osobę. Tańsze promy pływają tylko nocą.
Po
południu zwiedzamy Dar es Salaam.
28
kwietnia
Jedziemy
na lotnisko – taksówka kosztuje 6USD i odlatujemy do
Warszawy przez Londyn.
©
Tekst i zdjęcia Tomasz Szymkiewicz
|